środa, 10 czerwca 2015

Kinga




Kinga powstała już jakiś czas temu, gdzieś tam zalegały jej zdjęcia na karcie i ciągle brakowało czasu, by je pokazać.
Miałam problem z imieniem - propozycja dziecka okazała się najlepiej pasującą.  Bo ma koleżankę dysponująca takim podobnym kolorem włosów :)

Trochę księżniczka (jakby jej skrzydełka zdjąć), jak ta sądecka, trochę ludyczna, bo najpiękniejszy skansen znajduje się w Nowym Sączu i myślę, że tam idealnie by pasowała.
 
Najpierw więc była lalka, potem imię, a jeszcze później przypomniała się legenda. Pamiętacie ?  

Lalka z  długimi  włosami wymagającymi grzebienia, bo jeśli bo  w legendzie było o tym,  jak św. Kinga uciekała przez Tatarami. Ten przedmiot odegrał niebagatelną rolę - gdy Kinga rzuciła grzebień za siebie, to z niego wyrosły przepiękne i nieprzebyte lasy.
 
Z wstążkami, bo gdy jedną zgubiła, to strumienie  (albo nawet sam Dunajec) Tatarom zagrodziły drogę.


Welonu tylko brakuje, który uciekające mgłą otulił...
Zresztą, ile legend, tyle rożnych przedmiotów rzucanych przez uciekającą księżniczkę. Zresztą nawet imię księżniczki się zmienia - raz jest to Kinga, a raz Jadwiga śląska. 


Zadowolona jestem z skrzydeł - udało się je pomalować na kolory  idealnie odwzorowujące barwy spódnicy. Lalce zdecydowanie pomogło zrobienie rumieńców, ale to już po sesji zdjęciowej.
Ogólnie całkiem udana - rozebrać można, warkoczyki popleść też. I jest co przytulić - ponad 50 cm.

  


Prześlij komentarz