poniedziałek, 28 grudnia 2015

Różany grudzień u Danusi

                             Na to wyzwanie miała powstać   wykwintna kreacja wieczorowa z cudnego aksamitu dla kolejnej wybranki króla Jana. Niestety,  król Jan przezywa nadal 'harbuza" od Księżniczki Północnogórskiej, szczegółowo opisany w poprzednim poście, aksamit posłużył jako tło dla szydełkowych gwiazdek z  życzeniami (też w poprzednim poście), a ja na szybciutko pokażę, jak spełniłam wyzwanie grudniowe. Po raz pierwszy chyba spełnienie warunków zadania  nie zajęło mi kilku dni :)


                   Świąteczne kartki, w których spróbowałam haftu matematycznego. Haft zrobiony złotą nitką, brokatowe, papierowe wstawki w dwóch odcieniach złota, a tekturka - całkowity upcykling - okładki od starych  teczek osobowych, które likwidowaliśmy.

                 
            Jaki owoc ?  W zasadzie każdy, może za kiwi nie szaleję, ale zjem. Najbardziej te krajowe - jabłka. Ulubione teraz to jonagored, ale najmilej wspominam  jabłka mojego dzieciństwa. Najbardziej niesamowite Wilhelm cesarz - nie do kupienia, drzewo pieczołowicie pielęgnowane niegdyś przez mojego dziadka, a teraz jego syna - kruche, soczyste, nieco mączne,  rosnące w sporych rozmiarach, zdarzały się nawet 300-400 g. Jak tylko pamiętam, drzewo zawsze było podpierane specjalnymi tyczkami. Uwielbiałam kiedyś papierówki, za które nie raz dostałam w skórę - bo jadałam zielone, malinówki - z grubą skórą, pieczołowicie przechowywane na strychy były nawet w lutym, czego moje dzieci nie mogą zrozumieć - "jak to, nie było jabłek zimą?". I szara reneta....
Sad dziadka ocalał przed reformą Szczepana Pieniążka, są tam gatunki, które nie nadają się do sprzedaży.  Ale te drzewa już też gasną. 
           Miłych ostatnich dni grudniowych. Dla tych, którym się uda - dobrego wypoczynku po Świętach, a pozostałym - nieobciążającej pracy.
Pozdrawiam serdecznie.
Prześlij komentarz