środa, 11 maja 2016

Kotuś

            Kotuś był obiecany już dawno. Mała Julcia nie lubi lalek, lubi tylko kotki. Starsza siostra dostała lalkę-wróżkę, a dla młodszej uszyłam kotka. Kotka do przebierania oczywiście.


    Tildowe wzory są bardzo wdzięczne i łatwe do szycia. Trochę żałuję, że nie wydrukowałam wzoru, tylko odrysowałam - moja  pierwotna wersja uszu była zdecydowanie "niekocia"( jak to młodzież posumowała - "mamo, nietoperze mają inny kolor")  i trzeba było szyć łepek jeszcze raz.   Wszystkie łapki przyszyte na guziki, można dowolnie układać.


           Czerwona tunika miała w założeniu być dwustronna. Była szyta jako pierwsze ubranko i ku mojemu zaskoczeniu przy pierwszej przymiarce okazało się, że zapomniałam o otworze na ogonek.  Brak nadrobiłam, no i niby nadal jest dwustronna, ale już nie taka ładna.



              A tak ogólnie, to wszystkie wyzwania leżą - kartki w planach, wyzwanie z marchewkowym kolorze Danusi w sferze mglistej przyszłości, kaktusiki czekają, król Jan nadal bez żony, bo mnie wzięło na haftowanie.
            W ramach autoterapii  i nagradzania samej siebie, postanowiłam wziąć się za coś większego i droższego, niż moje zwykłe małe hafciki. I co prawda staram się nie pokazywać niedokończonych tworów, ale co mi tam.
W sieci można znaleźć wzory wróżek Joan Elliott - są po prostu śliczne. Ponieważ skończyłam niedawno  anioła jej projektu (pokażę, jak trafi do adresatki), stwierdziłam, że zrobię coś tylko dla mnie.  Jest to jeden z żywiołów, wzór z Cross Stitch z 2010. Wzór bardzo mi się spodobał i pełna naiwności porwałam się z motyką na słońce. Wydałam masę pieniędzy na mulinę DMC, pracowicie oznaczyłam kanwę i...

bardzo szybko przekonałam się, że nie uda mi się haftować na tamborku - nie podoba mi się, jak wyglądają delikatne krzyżyki po zdjęciu obręczy.

Kolejnym rozczarowaniem był stan moich oczu - już wiem, dlaczego nie lubię tak drobnej kanwy. Musiałam też skorzystać z ostrej igły, co nie było zbyt korzystne dla palców.


         Niestety, zasoby finansowe nie pozwoliły mi na zakup polecanych nici Kreinik, dlatego musiałam użyć zamienników DMC, którymi haftowanie bez tamborka nie było najlepszym pomysłem. Zobaczę, jak to będzie wyglądało po skończeniu i wypraniu - jeśli nie uda się mi dobrze wyprostować materiału - będę pruć.


             Teraz zbliżam się do ciała wróżki, gdzie co prawda są  tylko trzy odcienie beżu, za to z  półkrzyżykami.  Ale już mi się  podoba, zwłaszcza jak patrzę na te wszystkie subtelne ułożenia fałd sukni.  


A najbardziej mnie przeraża, ile to mnie będzie kosztowała oprawa....

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze - zawsze miło się je czyta :)

Prześlij komentarz