piątek, 26 sierpnia 2016

Lodowe kolorki po raz drugi.

                    Oglądam właśnie z niejakim przerażeniem zdjęcie mojego dziecka, które stoi w stroju pszczelarza, z dymarką w ręce. Wysłał MMS, znaczy się- żyje, nic go nie użądliło.  Otumanił dymem 43 pszczele rodziny, żeby je można było nakarmić. Bardzo jestem wdzięczna mojej rodzinie, że przygarnęła go na tydzień wakacji, bo niestety zbiorowe formy wypoczynku dla niego nie są możliwe.  I choć jestem nieco przerażona ( i dumna oczywiście), to wiem, że na żadnym obozie czy kolonii pszczół by nie karmił.
                     Pszczoły mnie oczywiście zachwycają - organizacją, pożytecznością, tańcem i pracowitością. Niestety, bardzo się ich boję, żal miałam potworny, że choć miodu nie jadam, to mnie żądlą. Nigdy więc  nie stanęłam przy moim dziadku, kiedy je karmił czy wybierał miód. Zazdroszczę mojemu dziecku tej odwagi.
                     Słodko się zrobiło. Bardzo słodko. A jak ma być słodko, to tylko lody. Czyli zabawa u Danutki.



                     Tym razem wzięło mnie na haftowanie. Potrzebowałam prostego i nieskomplikowanego wzoru, takiego, gdzie nie muszę patrzeć na wykres. I chyba umysł mi zaćmiło, gdy ten wzorek wybrałam - może i było łatwo, ale mozolnie i dłuuugo. Początkowo myślałam, że wykorzystam wszystkie 6 kolorów lodów, ale stanęło na 3 - czekoladowy byłby zbyt intensywny, waniliowy zbyt blady.

                   Nie wiem, jakie kolory widzicie na swoich monitorach, ale tak naprawdę są śliczne i pastelowe. Widzę, że szczególnie po oczach daje tu pistacjowy. Jak dziecko wróci - dam mu komórkę- niech się pobawi znów ustawieniami, bo coś mi przekolorowuję zdjęcia.



          A żeby nie mieć kolejnego haftu "do wykorzystania" w domu - uszyłam sobie poszewkę na jaśka. Tych nigdy nie za dużo.


                       Dziękuję za odwiedziny i wszystkie komentarze - jest mi zawsze bardzo miło, gdy tu zaglądacie.

Prześlij komentarz