Blog z moimi lalkami, wróżkami i innymi wytworami

sobota, 15 kwietnia 2017

Życzenia


Niechaj Święta Wielkanocne
przyniosą Wam
radość i pokój,
miłe spotkania w gronie najbliższych,
możliwość zatrzymania się
i wytchnienia od codzienności.
Wesołego Alleluja !

środa, 12 kwietnia 2017

Recyklingowa lampka


Jeśli recyklingowe, to wiadomo, że na zabawę :)


Już dawno widziałam coś podobnego na pintreście i bardzo mi się spodobało.  Kiedyś młodszy miał podświetlane łóżko z palet, bardzo  fajnie wyglądało, jednak znudziło mu się.  Lampki zostały, więc można było je wykorzystać.



Butelka - duża.  Prace odbyły się na cztery ręce, choć i dwie dałyby radę. 


Do otulenia - wkład z poduszki. Poduszka po kolejnym praniu nie nadawała się do użytku (zwykle takie wymęczone poduszki robią za wkład do siedzisk w pokojach chłopaków). Ta została rozpruta.


Może tylko krótki wtręt. Szyję lalki - lalki wymagają wypełnienia. w pewnym momencie stwierdziłam, że poduszki z ikei są nieekonomiczne, więc kiedy mąż jechał do Swarzędza, poprosiłam, żeby kupił mi wypełnienie w hurtowni tapicerskiej. "Ile ?" "A kup jakieś pięć, sześć kilo. Starczy na dłużej."
 W zasadzie powinien  mnie zastanowić telefon, w którym stwierdził, że wypełnienia starczy mi na baaaardzo długo.  Kiedy weszłam do domu, korytarz był zastawiony WOREM. Olbrzymim, białym, wypchanym worem.  Oczywiście złośliwcy ustawili go w najwęższym miejscy, tak, że dokładnie tarasował przejście.
Chłopcy ochrzcili wór imieniem Franek i stwierdzili, że już go lubią i cieszą się, że będzie z nami mieszkał. Udało się Franka nieco zdusić i upchnąć na antresoli. I do dzisiejszego dnia nie musiałam jechać do hurtowni... i pewnie jeszcze przez jakiś czas nie pojadę...



Oklejanie - klej na gorąco.


Lampki choinkowe do środka butelki. Dziecko ma zdecydowanie  więcej cierpliwości.


 Pierwsza próba.

I w miejscu docelowym.


A tak wygląda lampka w różnych  porach dnia i nocy. Musimy tylko pokombinować jeszcze coś z przewodami, bo mnie irytują.


W oryginale butelka była oklejona watą, myślę, że to też ciekawy pomysł. Natomiast nowiutkie wypełnienie, takie prosto z hurtowni niezbyt się nadaje - zbyt puchate, zbyt ulotne, trudne do przymocowania.  Najfajniejsze jest  to, że jak się zakurzy, to bez żalu oddamy do recyklingu.

Dziękuję Wam za wszystkie przemiłe komentarze pod ostatnią lalką.
Odpowiadając na pytanie - nie, z szyciem dla siebie mam problem.  Chyba jednak  nie ta skala ;)

piątek, 17 marca 2017

Hiacynta



Kiedy Danusia pokazała swój najnowszy pomysł dla kolorystek, nawet się ucieszyłam. Materiały mam - resztki od spódnicy, laleczki skrojone też, będzie prosto.  Nie będę  w tym miesiącu ostatnia :)

Tylko że posypał mi się overlock. Półtorej godziny regulacji i nic, a dzianiny czekają... Trudno, usiadłam do mojej Janome i jakoś dała radę. Szwy nie są idealne, ale  jakoś się trzymają. 
Poznajcie więc Hiacyntę:




Po raz pierwszy "wyszyłam" materiały praktycznie na zero. Gdyby coś nie wyszło - nie ma możliwości poprawki. 



Nieskromnie powiem, że fajnie wyszła. Co prawda zapomniałam o rumieńcach, ale i tak jest nieźle. Po prostu pasują jej te kolory. 



Strój myślę, że odpowiedni na tę porę roku. Płaszczyk, golfik, sukienka, getry. 



Mimo że pogoda nie była najlepsza, zdjęcia na dworze wyszły całkiem nieźle. Skorzystaliśmy z gościnnej pustej siłowni. Udało się - kolory są nader adekwatne.



Nie byłam na początku przekonana to tego połączenia - myślałam o beżach, ale jak złożyłam szmatki,  okazało się połączeniem idealnym. Danusia pisała o problemach z  właściwym uchwyceniem koloru biskupiego - potwierdzam, nie wychodzi. 



Ale chciałam kobietkę rozebrać, a na siłowni mimo wszystko nie wypada.  Ponieważ sukienka jest krótka i białe pantalony było widać, dostała bardziej sportowe spodenki. No no i przecież jest zakaz stosowania bieli.



A  teraz zdjęcie (proszę, niech szefowa nie patrzy), które  zupełnie zakłóca proporcje kolorów  - płaszcz jest dwustronny. Co prawda ta delikatna, zielona frotta sprawiła, że płaszcz bardziej  przypomina szlafrok, ale za to cudnie udało się schować wszystkie szwy, które przy tych dwóch, dość ciężkich do szycia na zwykłej maszynie materiałach,  po prostu nie zachwycają. 


A ile to ja się namęczyłam, żeby tych zielonych  pyłków  z włosów lalki pozbyć...


Banerek dla porządku. 



Miłego, wiosennego weekendu Wam życzę. Niech pogoda sprzyja siłowniom :)

wtorek, 28 lutego 2017

Antonia

W zasadzie to mógłby być Podkoziołek, ale to dziewczynka. Papuzia dziewczynka w wersji niebiesko-biało-czarnej. Tak sobie myślałam o wróżce, ale w toku prac zweryfikowałam swoje wizje. Po prostu, jak już dostanie lalka włosy, to wychodzi charakter.
Miała więc być niebieska wróżka.


Ale włosy przeszkadzały podczas ubierania, więc zostały zaplecione i powstało takie coś:



Skrzydełka z brokatem -niezbyt mi do niej pasowały. 


Żeby było widać czarną halkę, skróciłam sukienkę. 


Biała narzutka - też mi nie pasowała. Ale patrząc na zwinięte  włoski nie mogłam się powstrzymać.  I przebrałam.


Dużo lepiej, prawda ? 


No nie będzie z niej wróżki, nie ma mowy. Grzeczne dziewczątko w wieku szkolnym, tylko jej tornistra brakuje.  


Tak, pantalony są. I koronkowe rajstopki też.

Antonię powierzam Stefanowi. W celach kształcenia oczywiście.
Mam tylko nadzieję, że to "na ostatnią chwilę" nie wejdzie mi w nawyk... Jakoś ciągle nie mogę się ogarnąć...


Bardzo Wam dziękuję za komentarze odnośnie Zimy.  Doczytałam, że tylko u nas tak zawiodła. No to może jednak nie pójdzie na zesłanie ? 

piątek, 24 lutego 2017

Zima

                  Nie wiem, jak wyglądała u Was zima. Ponoć w niektórych rejonach bywał śnieg. A nawet dużo śniegu. U nas nie. Może raz, może dwa razy chodniki były białe. Nawet dozorca piasku nie zdążył użyć, bo już śniegu nie było. Raz tylko szklankę nam Zima zafundowała, ale to jej chluby nie przynosi.

No to jak może wyglądać nasza Zima ? Tylko tak. Najpierw opatulona po nos, bo trochę mrozów było.  


Ale potem to się rozhulało i o obowiązkach Zima zapomniała.


nawet wody dobrze nie zmroziło.


Za to sprowadziło deszcz i kolejne zdjęcia tylko już w domowym zaciszu.

Skrzydełka tak wyglądają jak te drzewa, śniegu na nich niewiele, tylko niekiedy coś zaiskrzyło.

 Strój z dominującą szarością nad bielą i krystalicznym niebieskim - bo biel, jeśli nawet się pojawiała, to szybko znikała pod sadzą.  


Włos rozwiany i puchaty, bo wiatrów trochę było.


W zasadzie to w tym roku już się Zima  nie przyda - wszyscy i tak na wiosnę czekają. No to rozbieramy z oficjalnego stroju i na strych - może w przyszłym roku lepiej się spisze. Przynajmniej u nas.

 

I  żeby nie było, że biedna na mrozy i śniegi  nie była przygotowana - halki, ciepła bielizna, mocne buty...




A swoją drogą, czy Zima ma imię ? 




Nieudaną Zimę, która śniegu nie przyniosła, posyłam na wyzwanie do Szuflady. Niech się tłumaczy, dlaczego tak nierówno swoje walory rozdziela.



wtorek, 31 stycznia 2017

Ludwika

               To nie mogło być inne imię. Spojrzałam do kalendarza i pasuje po prostu idealnie. 


Są lalki skazane na poprucie.  Ciałko fatalne, nogi latają niezależnie od siebie, proporcje zupełnie nie takie, o jakich się marzy. 



           

Ale jak taka lalka dostanie już oczy, to naprawdę trudno jej krzywdę zrobić. Czasami się ręce odpruje czy nogi - i coś się tam próbuje naprawić.  Częściej jednak ląduje w pudle na strychu. 



         

   I dobrze, że nie maiłam serca wyrzucić - na to wyzwanie jak znalazł. Dostała szare włosy, tak bardzo pasujące, bluzeczkę i spódniczkę. Szyło się na nią fatalnie - bo mankamenty figury są dość znaczne. Z tego samego wykroju powstał Czarny Łabędź, tam strój baletnicy świetnie współpracował z dziwnym tułowiem. 



Przydługie, koronkowe mankiety mają zakryć  zbyt duże  dłonie. 



    

   I może mam teraz jakieś spaczenie, ale zrobienie z niej takiej "starej panny" , w której tkwi jeszcze marzenie za kolorem, jakoś mi bardzo pasowało.  Filcowy kapelutek i buciki trochę ją ożywiają. No i teraz to już jej na pewno nie popruję ....



           

Dlaczego takie kolory - wiadomo. Nie opuściłam żadnego wyzwania u Danusi, to i teraz dam radę.
Bardzo Wam wszystkim dziękuję za wsparcie. Nie bywam, nie zaglądam. Jak się uda, to za tydzień będę nadrabiała zaległości u Was. Jak to powtarza moje dziecko na mnie patrząc  "System Eliminacji  Studentów Jest Aktywny".  Pocieszam je,  że spokojnie,  po feriach wraca  do Specjalnego Zakładu Karno- Opiekuńczego Łączącego Analfabetów. 


           Danusia chciała, żeby był jeszcze inny kolor. No, cóż, może mi  Ludwika taką prezentację Wybaczy. Kolorowe "niewymowne".




niedziela, 15 stycznia 2017

Sznur turecki - poległam.

                     Ogólnie studiowanie w moim wieku jest bardzo miłe. Człowiek przestawia się na inny sposób myślenia, wysłuchuje wielu mądrych rzeczy, poznaje nowych ludzi. Jest po prostu super. Inaczej patrzy się na świat, nie ma tego stresu, co  poprzednio. Niestety, zapomniałam o jednej rzeczy, a w zasadzie odsuwałam od siebie tę  świadomość na dość dużą odległość - sesja.
                 No i jak normalnie nie miałam czasu, tak teraz nie mam go już nic a nic. Jakoś w tym pierwszym semestrze trochę źle sobie wszystko rozplanowałam, a niestety, pamięć już nie ta, co -dziesiąt lat wcześniej.
                  Koraliki na sznur turecki nawlokłam już dużo wcześniej. Co ma nie wyjść. Po 6 spruciu poddałam się, nawlokłam nową partię  w trzech kolorach. I to już robiło się o wiele łatwiej, a wręcz przyjemnie.


Nie ustrzegłam się błędów.  Ale nic nie szkodzi, przecież będę miała czas, zrobię jeszcze raz. Kolejny wyjdzie lepiej. Wiem już, co źle zrobiłam ( powinnam dać mniej drobnych koralików ).




Czasu zabrakło, co gorsza okazało się, że taki nieco krótki ten sznur się zrobił. Na bransoletkę nie wystarczy. Ale za to wystarczyło na zawieszka do naszyjnika.  I o dziwo, całkiem nieźle to wygląda.  Jakieś 10 cm sznura, kuleczka na końcu i można nosić. 



Ja wiem, że narzekałam na brak śniegu. Podtrzymuję. Tyle go było jeszcze wczoraj. Dziś jest już nieco więcej. Pewnie do jutra zniknie...

Dziękuję Wam za wszystkie miłe odwiedziny. Jak tylko będę mogła, zrewanżuję się. 

P.S.
- Mamo, czy Ty na tych studiach jesteś najstarsza ?
- Nie, jest ktoś starszy.
-Ufff, bo już się bałem, że będą się z Ciebie śmiali.