Blog z moimi lalkami, wróżkami i innymi wytworami

piątek, 26 maja 2017

I wesoło, i smutno.

Wesoło, bo mogę się pochwalić - taką piękną kartkę otrzymałam od Natalii, która prowadzi blog
zaczarowanypapier.blogspot.com . Kwiatem u Lidzi był bez - zobaczcie, ile kolorów fioletów  jest na tym ślicznym hafcie :)



Natalio, jeszcze raz bardzo dziękuję. Jest śliczna.


A teraz muszę się wyżalić. Jest ostatnio wiele zdarzeń, pomysłów i decyzji, które podnoszą mi ciśnienie.  Jak choćby ten ostatni Pani Minister Edukacji o zakazie nauczania indywidualnego na terenie szkoły, który moje  niepełnosprawne dziecko zamknąłby w domu i uniemożliwił naukę w wymarzonej szkole. Pomysł wyjątkowo szkodliwy, na szczęście Pani Minister po protestach zadeklarowała, że wszystko będzie, tak jak było. 


Ale to nie o tym.
Taki miałam widok z okna:




A taki mam teraz:

                                 
Do wieczora pewnie już nic nie będzie.
Mieszkam w takiej a nie innej dzielnicy -  każde drzewo na wagę złota. Przyzwyczaiłam się do tej olbrzymiej topoli (ten betonowy mur ma 2 m wysokości), choć wiadomo - irytował mnie czas, kiedy kwitła i wszystko wpadało mi do mieszkania, irytowało mnie, kiedy wstawałam między trzecią a czwartą, aby zamknąć okno -  bo wtedy ptaszęta zwykły radośnie witać nowy dzień. A było ich tam naprawdę dużo.
I smutno mi strasznie, bo nie znalazła się instytucja ( a wykonałam mnóstwo telefonów), która chciałaby pomóc. Wiem, że w całym kraju drzewa poszły pod piły, ale to było jakoś tak "nasze". Ile sikorek tam się naoglądaliśmy czy bójek srok...
Na tym terenie wycięto w ciągu paru dni wszystkie drzewa -  nie tylko topole (którym zarzuca się kruchość), ale i klony. Nic już nie ma.


Wyżaliłam się. I żeby nie było tak minorowo, a ja, żeby udowodnić, że nie tylko się uczę, to pokażę kawałek tego, co muszę skończyć w czerwcu.


Ostatnio mój blog trochę się zbuntował - mam nadzieję, że teraz będzie wyświetlał prawidłowo.
Ciepełka i słoneczka Wam życzę.



niedziela, 30 kwietnia 2017

Waleria na perłowo - poprawiona

Edith: Wersja poprawiona, bo jak zwróciła uwagę Danusia post z Walerką zupełnie się rozjechał. Nie jest idealnie - jeszcze banerka nie widać. Dziękuję dziewczyny za komentarze pod poprzednim postem.


Przeraziłam się, bo jak zwykle na ostatnią chwilę. A gdyby tak się okazało, że internet padł, a ja nie mogę wgrać tego posta ? Aparat się zepsuł i zdjęć nie mogę zrobić? Po raz pierwszy ominąć wyzwanie ? Ale cierpię na tak straszny deficyt czasu, że cieszę się, że wczoraj zrobiłam zdjęcia, w towarzystwie ucieszonych z słońca pszczół i dziś mogę usiąść do komputera.



Oto i ona - Waleria z perełkami.



 Anieliczka.  Taka która aż lśni bielą i promieniuje czystością.


 Dobrze się ją szyło,  jakoś tak pasowała  mi do czytanych  obecnie "niebiańskich" książek  Kossakowskiej. 

Rodzina stwierdziła, że nie powinna mieć tak krótkiej spódniczki, jakoś do aniołka nie pasuje taka nieskromność. Ale czy wtedy byłoby widać te piękne rajstopki ? Z tiulu. Następne uszyję ciut węższe, coby lepiej do nóżek pasowały.



A tak  naprawdę wystarczy zdjąć kamizelkę, do której przyszyte są skrzydełka i mamy sympatyczną dziewczynkę w bieli...



Zostawiam Was z Walerką i idę się uczyć na kolejny egzamin. Jak to mówi mój syn - "zwariowałbym, gdybym musiał tyle zakuwać". Coż, gimnazjalista,  może tak jeszcze sobie twierdzić...

Dziękuję Wam wszystkim za odwiedziny, życzę pięknej majówki - niech chociaż trochę słoneczko poświeci. 

I oczywiście banerek dla Danutki. 







Waleria - na perłowo.


Oto i ona - Waleria z perełkami.



Zostawiam Was z Walerką i idę się uczyć na kolejny egzamin. Jak to mówi mój syn - "zwariowałbym, gdybym musiał tyle zakuwać". Coż, gimnazjalista,  może tak jeszcze sobie twierdzić...
Dziękuję Wam wszystkim za odwiedziny, życzę pięknej majówki - niech chociaż trochę słoneczko poświeci. 

I oczywiście banerek dla Danutki. 



sobota, 15 kwietnia 2017

Życzenia


Niechaj Święta Wielkanocne
przyniosą Wam
radość i pokój,
miłe spotkania w gronie najbliższych,
możliwość zatrzymania się
i wytchnienia od codzienności.
Wesołego Alleluja !

środa, 12 kwietnia 2017

Recyklingowa lampka


Jeśli recyklingowe, to wiadomo, że na zabawę :)


Już dawno widziałam coś podobnego na pintreście i bardzo mi się spodobało.  Kiedyś młodszy miał podświetlane łóżko z palet, bardzo  fajnie wyglądało, jednak znudziło mu się.  Lampki zostały, więc można było je wykorzystać.



Butelka - duża.  Prace odbyły się na cztery ręce, choć i dwie dałyby radę. 


Do otulenia - wkład z poduszki. Poduszka po kolejnym praniu nie nadawała się do użytku (zwykle takie wymęczone poduszki robią za wkład do siedzisk w pokojach chłopaków). Ta została rozpruta.


Może tylko krótki wtręt. Szyję lalki - lalki wymagają wypełnienia. w pewnym momencie stwierdziłam, że poduszki z ikei są nieekonomiczne, więc kiedy mąż jechał do Swarzędza, poprosiłam, żeby kupił mi wypełnienie w hurtowni tapicerskiej. "Ile ?" "A kup jakieś pięć, sześć kilo. Starczy na dłużej."
 W zasadzie powinien  mnie zastanowić telefon, w którym stwierdził, że wypełnienia starczy mi na baaaardzo długo.  Kiedy weszłam do domu, korytarz był zastawiony WOREM. Olbrzymim, białym, wypchanym worem.  Oczywiście złośliwcy ustawili go w najwęższym miejscy, tak, że dokładnie tarasował przejście.
Chłopcy ochrzcili wór imieniem Franek i stwierdzili, że już go lubią i cieszą się, że będzie z nami mieszkał. Udało się Franka nieco zdusić i upchnąć na antresoli. I do dzisiejszego dnia nie musiałam jechać do hurtowni... i pewnie jeszcze przez jakiś czas nie pojadę...



Oklejanie - klej na gorąco.


Lampki choinkowe do środka butelki. Dziecko ma zdecydowanie  więcej cierpliwości.


 Pierwsza próba.

I w miejscu docelowym.


A tak wygląda lampka w różnych  porach dnia i nocy. Musimy tylko pokombinować jeszcze coś z przewodami, bo mnie irytują.


W oryginale butelka była oklejona watą, myślę, że to też ciekawy pomysł. Natomiast nowiutkie wypełnienie, takie prosto z hurtowni niezbyt się nadaje - zbyt puchate, zbyt ulotne, trudne do przymocowania.  Najfajniejsze jest  to, że jak się zakurzy, to bez żalu oddamy do recyklingu.

Dziękuję Wam za wszystkie przemiłe komentarze pod ostatnią lalką.
Odpowiadając na pytanie - nie, z szyciem dla siebie mam problem.  Chyba jednak  nie ta skala ;)

piątek, 17 marca 2017

Hiacynta



Kiedy Danusia pokazała swój najnowszy pomysł dla kolorystek, nawet się ucieszyłam. Materiały mam - resztki od spódnicy, laleczki skrojone też, będzie prosto.  Nie będę  w tym miesiącu ostatnia :)

Tylko że posypał mi się overlock. Półtorej godziny regulacji i nic, a dzianiny czekają... Trudno, usiadłam do mojej Janome i jakoś dała radę. Szwy nie są idealne, ale  jakoś się trzymają. 
Poznajcie więc Hiacyntę:




Po raz pierwszy "wyszyłam" materiały praktycznie na zero. Gdyby coś nie wyszło - nie ma możliwości poprawki. 



Nieskromnie powiem, że fajnie wyszła. Co prawda zapomniałam o rumieńcach, ale i tak jest nieźle. Po prostu pasują jej te kolory. 



Strój myślę, że odpowiedni na tę porę roku. Płaszczyk, golfik, sukienka, getry. 



Mimo że pogoda nie była najlepsza, zdjęcia na dworze wyszły całkiem nieźle. Skorzystaliśmy z gościnnej pustej siłowni. Udało się - kolory są nader adekwatne.



Nie byłam na początku przekonana to tego połączenia - myślałam o beżach, ale jak złożyłam szmatki,  okazało się połączeniem idealnym. Danusia pisała o problemach z  właściwym uchwyceniem koloru biskupiego - potwierdzam, nie wychodzi. 



Ale chciałam kobietkę rozebrać, a na siłowni mimo wszystko nie wypada.  Ponieważ sukienka jest krótka i białe pantalony było widać, dostała bardziej sportowe spodenki. No no i przecież jest zakaz stosowania bieli.



A  teraz zdjęcie (proszę, niech szefowa nie patrzy), które  zupełnie zakłóca proporcje kolorów  - płaszcz jest dwustronny. Co prawda ta delikatna, zielona frotta sprawiła, że płaszcz bardziej  przypomina szlafrok, ale za to cudnie udało się schować wszystkie szwy, które przy tych dwóch, dość ciężkich do szycia na zwykłej maszynie materiałach,  po prostu nie zachwycają. 


A ile to ja się namęczyłam, żeby tych zielonych  pyłków  z włosów lalki pozbyć...


Banerek dla porządku. 



Miłego, wiosennego weekendu Wam życzę. Niech pogoda sprzyja siłowniom :)

wtorek, 28 lutego 2017

Antonia

W zasadzie to mógłby być Podkoziołek, ale to dziewczynka. Papuzia dziewczynka w wersji niebiesko-biało-czarnej. Tak sobie myślałam o wróżce, ale w toku prac zweryfikowałam swoje wizje. Po prostu, jak już dostanie lalka włosy, to wychodzi charakter.
Miała więc być niebieska wróżka.


Ale włosy przeszkadzały podczas ubierania, więc zostały zaplecione i powstało takie coś:



Skrzydełka z brokatem -niezbyt mi do niej pasowały. 


Żeby było widać czarną halkę, skróciłam sukienkę. 


Biała narzutka - też mi nie pasowała. Ale patrząc na zwinięte  włoski nie mogłam się powstrzymać.  I przebrałam.


Dużo lepiej, prawda ? 


No nie będzie z niej wróżki, nie ma mowy. Grzeczne dziewczątko w wieku szkolnym, tylko jej tornistra brakuje.  


Tak, pantalony są. I koronkowe rajstopki też.

Antonię powierzam Stefanowi. W celach kształcenia oczywiście.
Mam tylko nadzieję, że to "na ostatnią chwilę" nie wejdzie mi w nawyk... Jakoś ciągle nie mogę się ogarnąć...


Bardzo Wam dziękuję za komentarze odnośnie Zimy.  Doczytałam, że tylko u nas tak zawiodła. No to może jednak nie pójdzie na zesłanie ? 

piątek, 24 lutego 2017

Zima

                  Nie wiem, jak wyglądała u Was zima. Ponoć w niektórych rejonach bywał śnieg. A nawet dużo śniegu. U nas nie. Może raz, może dwa razy chodniki były białe. Nawet dozorca piasku nie zdążył użyć, bo już śniegu nie było. Raz tylko szklankę nam Zima zafundowała, ale to jej chluby nie przynosi.

No to jak może wyglądać nasza Zima ? Tylko tak. Najpierw opatulona po nos, bo trochę mrozów było.  


Ale potem to się rozhulało i o obowiązkach Zima zapomniała.


nawet wody dobrze nie zmroziło.


Za to sprowadziło deszcz i kolejne zdjęcia tylko już w domowym zaciszu.

Skrzydełka tak wyglądają jak te drzewa, śniegu na nich niewiele, tylko niekiedy coś zaiskrzyło.

 Strój z dominującą szarością nad bielą i krystalicznym niebieskim - bo biel, jeśli nawet się pojawiała, to szybko znikała pod sadzą.  


Włos rozwiany i puchaty, bo wiatrów trochę było.


W zasadzie to w tym roku już się Zima  nie przyda - wszyscy i tak na wiosnę czekają. No to rozbieramy z oficjalnego stroju i na strych - może w przyszłym roku lepiej się spisze. Przynajmniej u nas.

 

I  żeby nie było, że biedna na mrozy i śniegi  nie była przygotowana - halki, ciepła bielizna, mocne buty...




A swoją drogą, czy Zima ma imię ? 




Nieudaną Zimę, która śniegu nie przyniosła, posyłam na wyzwanie do Szuflady. Niech się tłumaczy, dlaczego tak nierówno swoje walory rozdziela.