Blog z moimi lalkami, wróżkami i innymi wytworami

piątek, 24 lutego 2017

Zima

                  Nie wiem, jak wyglądała u Was zima. Ponoć w niektórych rejonach bywał śnieg. A nawet dużo śniegu. U nas nie. Może raz, może dwa razy chodniki były białe. Nawet dozorca piasku nie zdążył użyć, bo już śniegu nie było. Raz tylko szklankę nam Zima zafundowała, ale to jej chluby nie przynosi.

No to jak może wyglądać nasza Zima ? Tylko tak. Najpierw opatulona po nos, bo trochę mrozów było.  


Ale potem to się rozhulało i o obowiązkach Zima zapomniała.


nawet wody dobrze nie zmroziło.


Za to sprowadziło deszcz i kolejne zdjęcia tylko już w domowym zaciszu.

Skrzydełka tak wyglądają jak te drzewa, śniegu na nich niewiele, tylko niekiedy coś zaiskrzyło.

 Strój z dominującą szarością nad bielą i krystalicznym niebieskim - bo biel, jeśli nawet się pojawiała, to szybko znikała pod sadzą.  


Włos rozwiany i puchaty, bo wiatrów trochę było.


W zasadzie to w tym roku już się Zima  nie przyda - wszyscy i tak na wiosnę czekają. No to rozbieramy z oficjalnego stroju i na strych - może w przyszłym roku lepiej się spisze. Przynajmniej u nas.

 

I  żeby nie było, że biedna na mrozy i śniegi  nie była przygotowana - halki, ciepła bielizna, mocne buty...




A swoją drogą, czy Zima ma imię ? 




Nieudaną Zimę, która śniegu nie przyniosła, posyłam na wyzwanie do Szuflady. Niech się tłumaczy, dlaczego tak nierówno swoje walory rozdziela.



wtorek, 31 stycznia 2017

Ludwika

               To nie mogło być inne imię. Spojrzałam do kalendarza i pasuje po prostu idealnie. 


Są lalki skazane na poprucie.  Ciałko fatalne, nogi latają niezależnie od siebie, proporcje zupełnie nie takie, o jakich się marzy. 



           

Ale jak taka lalka dostanie już oczy, to naprawdę trudno jej krzywdę zrobić. Czasami się ręce odpruje czy nogi - i coś się tam próbuje naprawić.  Częściej jednak ląduje w pudle na strychu. 



         

   I dobrze, że nie maiłam serca wyrzucić - na to wyzwanie jak znalazł. Dostała szare włosy, tak bardzo pasujące, bluzeczkę i spódniczkę. Szyło się na nią fatalnie - bo mankamenty figury są dość znaczne. Z tego samego wykroju powstał Czarny Łabędź, tam strój baletnicy świetnie współpracował z dziwnym tułowiem. 



Przydługie, koronkowe mankiety mają zakryć  zbyt duże  dłonie. 



    

   I może mam teraz jakieś spaczenie, ale zrobienie z niej takiej "starej panny" , w której tkwi jeszcze marzenie za kolorem, jakoś mi bardzo pasowało.  Filcowy kapelutek i buciki trochę ją ożywiają. No i teraz to już jej na pewno nie popruję ....



           

Dlaczego takie kolory - wiadomo. Nie opuściłam żadnego wyzwania u Danusi, to i teraz dam radę.
Bardzo Wam wszystkim dziękuję za wsparcie. Nie bywam, nie zaglądam. Jak się uda, to za tydzień będę nadrabiała zaległości u Was. Jak to powtarza moje dziecko na mnie patrząc  "System Eliminacji  Studentów Jest Aktywny".  Pocieszam je,  że spokojnie,  po feriach wraca  do Specjalnego Zakładu Karno- Opiekuńczego Łączącego Analfabetów. 


           Danusia chciała, żeby był jeszcze inny kolor. No, cóż, może mi  Ludwika taką prezentację Wybaczy. Kolorowe "niewymowne".




niedziela, 15 stycznia 2017

Sznur turecki - poległam.

                     Ogólnie studiowanie w moim wieku jest bardzo miłe. Człowiek przestawia się na inny sposób myślenia, wysłuchuje wielu mądrych rzeczy, poznaje nowych ludzi. Jest po prostu super. Inaczej patrzy się na świat, nie ma tego stresu, co  poprzednio. Niestety, zapomniałam o jednej rzeczy, a w zasadzie odsuwałam od siebie tę  świadomość na dość dużą odległość - sesja.
                 No i jak normalnie nie miałam czasu, tak teraz nie mam go już nic a nic. Jakoś w tym pierwszym semestrze trochę źle sobie wszystko rozplanowałam, a niestety, pamięć już nie ta, co -dziesiąt lat wcześniej.
                  Koraliki na sznur turecki nawlokłam już dużo wcześniej. Co ma nie wyjść. Po 6 spruciu poddałam się, nawlokłam nową partię  w trzech kolorach. I to już robiło się o wiele łatwiej, a wręcz przyjemnie.


Nie ustrzegłam się błędów.  Ale nic nie szkodzi, przecież będę miała czas, zrobię jeszcze raz. Kolejny wyjdzie lepiej. Wiem już, co źle zrobiłam ( powinnam dać mniej drobnych koralików ).




Czasu zabrakło, co gorsza okazało się, że taki nieco krótki ten sznur się zrobił. Na bransoletkę nie wystarczy. Ale za to wystarczyło na zawieszka do naszyjnika.  I o dziwo, całkiem nieźle to wygląda.  Jakieś 10 cm sznura, kuleczka na końcu i można nosić. 



Ja wiem, że narzekałam na brak śniegu. Podtrzymuję. Tyle go było jeszcze wczoraj. Dziś jest już nieco więcej. Pewnie do jutra zniknie...

Dziękuję Wam za wszystkie miłe odwiedziny. Jak tylko będę mogła, zrewanżuję się. 

P.S.
- Mamo, czy Ty na tych studiach jesteś najstarsza ?
- Nie, jest ktoś starszy.
-Ufff, bo już się bałem, że będą się z Ciebie śmiali.




środa, 28 grudnia 2016

Czekając na śnieg - Teofilia

Wiem, że ponoć gdzieś śnieg jest. I to w dużych ilościach. U nas nie ma. Nic.


Marzyły mi się zdjęcia białej lalki na białym, roziskrzonym śniegu. Nic z tego.

 

Bardzo ładnie się dziś złożyło - imieniny Teofili, więc niejako imię sama sobie wybrała, a oprócz tego przecież wygląda na Białą Damę - czyli najsłynniejszego polskiego ducha. Jak wiadomo,   Teofilia z Działyńskich Szołdrska -Potulicka do dziś schodzi z swojego portretu

i przechadza się pięknymi alejkami kórnickiego arboretum.

Szyło się jak zwykle przyjemnie i jak zawsze odkryłam, że plany odnośnie stroju były zupełnie inne. Co wcale nie znaczy, że nie wyszło na lepsze.Ale i tak mnie korci, żeby jej skrzydełka dorobić.


Szycie satyny to zawsze wyzwanie, ale udało się ładnie górę sukienki wykończyć. Niestety, koronkowy dół sukienki sprawił, że była nieco nieskromna. Tiulowa halka tylko nieco poprawiła sytuację. Nogi widać.


Teofilię oddaję Stefanowi. Może on gdzieś trochę śniegu dla niej znajdzie.
 



Miało być biało, albo z lekką nutą zielonych igiełek.  Nuta to podwiązki przy pończochach, ale chyba wybaczymy skromnej damie, że nie chce się nimi publicznie chwalić.


Bardzo dziękuję Wam wszystkim za serdeczne życzenia.   Nowy Rok niech Wam przyniesie dużo radości, spokoju i spełnienia marzeń. Niech się darzy !

piątek, 23 grudnia 2016

Życzenia


Nawet nie wiecie, jak mi jest miło, po raz kolejny złożyć Wam, kochane kobietki życzenia świąteczne. Jaką radością jest Wasza obecność, ten blogowy optymizm i wspólna radość tworzenia. 

Dlatego życzę Wam i sobie po trosze też na te cudowne Święta  

                      dla wierzących w Cud Narodzin i dla niewierzących: 

błogosławionych Świąt, pełnych pięknych i rodzinnych spotkań przy choince,  

ciepła od otaczających Was bliskich, 

pokoju nie tylko w sercach, ale i na zewnątrz, 

atmosfery, która pozostanie nie tylko w albumach, ale i na długie lata w pamięci,         

radości nieustannej, gdy spotykacie ludzi i gdy tworzycie,

niewyczerpanej weny, abyście pomysłów nie zdążyły zapisywać, 

a czasu na ich realizację nie brakło.

Magda

 

czwartek, 15 grudnia 2016

Gąsieniczka

Dwa posty w dwa dni :) Muszę to gdzieś odnotować. 
Ale spieszyłam się, żeby skończyć na dziś. I oto ona: 


Wzór od Weraph. Niestety, nie miałam koralików Magatama, ani też specjalnych zasobów finansowych na kolejne inwestycje. Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy doczytałam, że można użyć po porostu większego rozmiaru koralików.
Bransoletka jest nierówna, bo na wierzchu są koraliki no name. Beżowe to preciosa - w miarę równa.




Gąsieniczka niestety nie ma ładnych nóżek, ale ewidentnie jest płaska, a spodnia strona naprawdę przypomina robala.



Na zdjęciach widać dwie bransoletki, ale udało mi się skończyć jedną. W drugiej przetarła się nitka, będę ratować na spokojnie.


 Bransoletkę robi się łatwo  i przyjemnie, zaczynałam i kończyłam większą ilością drobnych koralików, co znakomicie ułatwiło wklejanie końcówek.


No to gąsieniczkę posyłam  do Klimju, na drugą część trzeciego etapu kreatywnego szydełka.



środa, 14 grudnia 2016

Szczęście po raz drugi oraz nigdy więcej.

Dokładnie tak. Po po raz drugi uśmiechnęło się do mnie szczęście w losowaniu :)



Micia , która prowadzi blog Świat Cieni, urządziła u siebie bardzo miłą akcję podarunkową.  I mogę spokojnie



Były tam bałwanek, piękna świąteczna laleczka, szydełkowa choinka i albumy. Ja ustawiłam się po album.


Album jest prześliczny, utrzymany w zielono-czerwonej tonacji, z masą schowków, skrytek, tagów, karteczek. Uśmiechnięte bałwanki ocieplają nastrój i ślicznie błyszczą się wstążeczki. Wszystko ładnie dobrane i skomponowane.




I tak sobie myślę, ponieważ to drugi album, który teraz otrzymałam, że chyba Opatrzność chce, żebym wreszcie zabrała się za porządne upamiętnienie ciepłych i dobrych chwil. Marzenko, bardzo Ci dziękuję i postaram się zrobić to jak najlepiej.


              A teraz to, co nigdy więcej. Poproszono mnie o aniołka, najlepiej quillingowego, bo tak ładnie to wygląda.



Aniołek ma być prezentem dla ośrodka opieki nad osobami niepełnosprawnymi.



 Ile ja się tego nazwijałam. Bo on ma ponad 50 cm.  Zdjęcia marne, bo po ciemku, bo latarnie za oknem, ale  mam nadzieję go jutro oddać. Jeśli mi się uda, to może podmienię je na zrobione w świetle dziennym.
 A tak wygląda na oknie.




                 Najwięcej problemu miałam z twarzą  - dlatego zdecydowałam się na lalczyną wersję.  Twarz jest namalowana na płótnie.  Wszystkie inne próby wywoływały rechot chłopaków  i sugestie, że chcę wystraszyć, a nie ucieszyć. Swoją drogą proporcje też trzeba było nieco lepiej przemyśleć.
                 
                A życzę Wam i sobie zachowania odpowiednich proporcji  wypoczynku i przygotowań świątecznych. Niech to będzie dobry czas. 







czwartek, 1 grudnia 2016

Dostałam prezent - będę się chwalić.

Będę się chwalić, a w zasadzie to nie "się chwalić", a chwalić prezent, który dostałam od Anetty z Jamiołowa.  Nie tylko ja się zachwyciłam jej niesamowitym grudniownikiem, dlatego bardzo się ucieszyłam, że to do mnie się uśmiechnął los.


Zdjęć zrobiłam mnóstwo, niestety, pogoda, jak pogoda - dziś nie rozpieszcza. Ale chociaż kilka:



Każda karta jest niesamowicie dopracowana, ma mnóstwo niespodzianek.



Piękne kolory, prześliczne papier, wszystko niesamowicie starannie podobierane.


Każda strona ma jakąś niespodziankę. 

Motywy są prześliczne, uzupełnione tagami i propozycjami wypełnienia.



 A to moje ulubione -  w tym okienku naprawdę wszystko się przesuwa, miniaturowe skarpetki wiszą już na sznurku, a ten pewnie 2 cm łoś ma jeszcze dzwoneczek :)


Ta technika jest mi zupełnie obca, nigdy więc nie miałam w rękach nic tak pięknego, dopracowanego. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, ile czasu Anetta musiała na ten album poświęcić.  I naprawdę mam obawę, czy potrafię sprostać zdjęciami takiemu wyzwaniu. Anetta udzieliła pomocnych wskazówek, ale trochę się boję. 

Anetto, jeszcze raz bardzo dziękuję.