Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2015

Decu - krok 2

Na ostatni moment wrzucam skrzyneczkę, której wieczko ozdobione jest "efektem płótna"

Wszystko jest dokładnie objaśnione u tutaj .
Metoda jest niesamowita - olbrzymia powierzchnia serwetki została nałożona na pudełko i nie ma ani jednej zmarszczki. 
Na poniższym zdjęciu widać, jak pięknie  przebija faktura gazy.


Żałuję tylko jednej rzeczy - wystraszyłam się trochę tego, jak poradzę sobie z narożnikami wieczka, dlatego zrezygnowałam z ich oklejenia. I teraz mam problem - zostawić w brązie, tak jak jest, czy podmalowywać w odcieniach serwetki.
Serwetkę kleiło się tak łatwo, że myślę teraz, że dałabym radę. Nie najgorzej dało się obciąć nadwyżkę gazy i serwetki - usztywnione farbą i lakierem bardzo ładnie poddały się nożyczkom.


Bardzo dziękuję kochanym kobietką za wyszperanie tej metody - na pewno skorzystam jeszcze raz.
Dziękuję Wam, za wszystkie komentarze dotyczące Amalii. Jej imię to efekt zakończenia prac nad nią, zerknięcie do kalendarza, kto w tym dniu obchodził imieniny - i ta…

Decu - krok 2

Na ostatni moment wrzucam skrzyneczkę, której wieczko ozdobione jest "efektem płótna"

Wszystko jest dokładnie objaśnione u tutaj .
Metoda jest niesamowita - olbrzymia powierzchnia serwetki została nałożona na pudełko i nie ma ani jednej zmarszczki. 
Na poniższym zdjęciu widać, jak pięknie  przebija faktura gazy.


Żałuję tylko jednej rzeczy - wystraszyłam się trochę tego, jak poradzę sobie z narożnikami wieczka, dlatego zrezygnowałam z ich oklejenia. I teraz mam problem - zostawić w brązie, tak jak jest, czy podmalowywać w odcieniach serwetki.
Serwetkę kleiło się tak łatwo, że myślę teraz, że dałabym radę. Nie najgorzej dało się obciąć nadwyżkę gazy i serwetki - usztywnione farbą i lakierem bardzo ładnie poddały się nożyczkom.


Bardzo dziękuję kochanym kobietką za wyszperanie tej metody - na pewno skorzystam jeszcze raz.
Dziękuję Wam, za wszystkie komentarze dotyczące Amalii. Jej imię to efekt zakończenia prac nad nią, zerknięcie do kalendarza, kto w tym dniu obchodził imieniny …

Fioletowy kwiecień - Amalia

Może najpierw od końca  - dla Stefana proponuję znaleźć Stefanię. Niech żabcia ma trochę szczęścia osobistego, towarzyszkę życia. Może trudy wychowania kijanek uczynią go bardziej spolegliwym, jeśli chodzi o łykanie kolorków.
                Lubię fiolet. Zwłaszcza w ubraniach.  Niestety, wyglądam w nim niezbyt dobrze. Na szczęście są jeszcze fioletowe dodatki, z których z upodobaniem korzystam.

Tymczasem u mnie nie będzie zaskoczenia. Nastąpiła era syrenek.


Poznajcie Amalię  (nie wiedziałam, że jest takie imię).
Dość pechowa jest ta syrenka.


 Trafił się jej naprawdę fatalny zbiornik wodny z przydziału.


Nieustannie kurczący się, zarastający glonami i niezbyt zachęcał  do kąpieli. 

Może jakaś rusałka byłaby z niego zadowolona, ale raczej nie syrenka.


Wdrapywanie się na wierzbę i oglądanie znikającej tafli wody nie należało do przyjemności.


Siadała też niekiedy na kamieniu - jednak ogon przeszkadzał.

Rozwiązanie było proste - zdjęcie ogona, założenie zwiewnej sukienki. Wygodnie …

Fioletowy kwiecień - Amalia

Może najpierw od końca  - dla Stefana proponuję znaleźć Stefanię. Niech żabcia ma trochę szczęścia osobistego, towarzyszkę życia. Może trudy wychowania kijanek uczynią go bardziej spolegliwym, jeśli chodzi o łykanie kolorków.
                Lubię fiolet. Zwłaszcza w ubraniach.  Niestety, wyglądam w nim niezbyt dobrze. Na szczęście są jeszcze fioletowe dodatki, z których z upodobaniem korzystam.

Tymczasem u mnie nie będzie zaskoczenia. Nastąpiła era syrenek.


Poznajcie Amalię  (nie wiedziałam, że jest takie imię).
Dość pechowa jest ta syrenka.


 Trafił się jej naprawdę fatalny zbiornik wodny z przydziału.


Nieustannie kurczący się, zarastający glonami i niezbyt zachęcał  do kąpieli. 

Może jakaś rusałka byłaby z niego zadowolona, ale raczej nie syrenka.


Wdrapywanie się na wierzbę i oglądanie znikającej tafli wody nie należało do przyjemności.


Siadała też niekiedy na kamieniu - jednak ogon przeszkadzał.

Rozwiązanie było proste - zdjęcie ogona, założenie zwiewnej sukienki…

Nowy dom Jane

Nowy dom Jane

Zgodnie z obietnicą  szukam dla Jane nowego domu. Każda chętna (oraz osoby, które wprost nie napisały, jaka Ania, że nie chcą lalki) otrzymała numerek. Komitet Obrony Jane po dwa numerki. Danuta Kielar17 kwietnia 2015 12:501,2 Ewa Jurewicz17 kwietnia 2015 19:313,4 Monika na hamaku17 kwietnia 2015 21:085,6 Ranya17 kwietnia 2015 22:037,8 Dorota ma Kota17 kwietnia 2015 22:449,10 Tina J17 kwietnia 2015 23:3811 Czarna dama18 kwietnia 2015 00:1012,13 Natalia Stefaniak18 kwietnia 2015 00:4814 Diana P18 kwietnia 2015 03:2615 Danka Witkowska18 kwietnia 2015 10:1716,17 Anna Tomassi18 kwietnia 2015 10:5218,19 <

Jane - po raz drugi

- Komitet Obrony Jane   napisał - skomentował mój mąż kolejny post wpadający do skrzynki mailowej. - ????? - No,  Komitet Obrony Jane przed dekapitacją. 
                       Naprawdę zostałam maksymalnie zaskoczona - nie spodziewałam się tak licznych głosów obrony biednej Jane.  W zasadzie wszystkie byłyście zgodne, jest ładna taka jaka jest. I raczej nie dekapitować.  Chodziło mi o to, ze nie zawsze jesteśmy zadowoleni z tego, co powstało. I co wtedy ? Zostawić z poczuciem lekkiego niesmaku, zniszczyć ?                         Po Waszych komentarzach nie mogłam już na Jane patrzeć tak bardzo krytycznie. No, po prostu nie mogłam.
Drogi Komitecie (jeśli tak mogę nazwać się do drogich komentujących zwrócić) - czy ktoś chce Jane przygarnąć ?  Ja pozwolę sobie zrobić jedno - ponieważ cała wzdragam się przed posłaniem czegoś, co mnie nie zadowala w pełni w szeroki świat, pozostawiam decyzję  osobie, która przygarnie laleczkę, którą głowę ma ona posiadać. Tą, widoczną powyżej, czy pozostać w …

Jane - po raz drugi

- Komitet Obrony Jane   napisał - skomentował mój mąż kolejny post wpadający do skrzynki mailowej. - ????? - No,  Komitet Obrony Jane przed dekapitacją. 
                       Naprawdę zostałam maksymalnie zaskoczona - nie spodziewałam się tak licznych głosów obrony biednej Jane.  W zasadzie wszystkie byłyście zgodne, jest ładna taka jaka jest. I raczej nie dekapitować.  Chodziło mi o to, ze nie zawsze jesteśmy zadowoleni z tego, co powstało. I co wtedy ? Zostawić z poczuciem lekkiego niesmaku, zniszczyć ?                         Po Waszych komentarzach nie mogłam już na Jane patrzeć tak bardzo krytycznie. No, po prostu nie mogłam.
Drogi Komitecie (jeśli tak mogę nazwać się do drogich komentujących zwrócić) - czy ktoś chce Jane przygarnąć ?  Ja pozwolę sobie zrobić jedno - ponieważ cała wzdragam się przed posłaniem czegoś, co mnie nie zadowala w pełni w szeroki świat, pozostawiam decyzję  osobie, która przygarnie laleczkę, którą głowę ma ona posiadać. Tą, widoczną powyżej, czy pozo…

Zdekapitować ?

Nie wszystkie lalki są udane, nie wszystkie, które zrobię,  mi się podobają.
Mam całkiem spory zestaw lalczynych   ciałek, główek, sukienek, które  czekają na lepsze czasy i pomysły.
Czasami tylko na pocięcie i odzyskanie, tego ,co się odzyskać da.
To lalka to skończony projekt, który jednak mnie nie zachwyca.


Oczywiście skojarzenie z Jane Austen  jak najbardziej uzasadnione. Co prawda, kolory sukni powinny być bardziej pastelowe, ale załóżmy, że mamy do czynienia nie z jedną z panienek z dziewiętnastowiecznych  powieści, ale jakąś stateczną mężatką.




Wykrój jest całkiem fajny - dużo tych lalek jest  na rosyjskich blogach - małe ciałko, duża główka.
Wbrew pozorom, główka mimo swej wielkości świetnie się trzyma, nie opada i nie wymaga wzmocnienia.



Jednak niestety twarz Jane nie podoba mi się.
Powstała już jakiś czas temu i jak widać, malowanie lalczynych twarzy wcale takie łatwe nie jest - wszystkiego trzeba się nauczyć. 
I tak sobie biedaczka leży i czeka na zdekapitowanie, coby nową twarz…

Zdekapitować ?

Nie wszystkie lalki są udane, nie wszystkie, które zrobię,  mi się podobają.
Mam całkiem spory zestaw lalczynych   ciałek, główek, sukienek, które  czekają na lepsze czasy i pomysły.
Czasami tylko na pocięcie i odzyskanie, tego ,co się odzyskać da.
To lalka to skończony projekt, który jednak mnie nie zachwyca.


Oczywiście skojarzenie z Jane Austen  jak najbardziej uzasadnione. Co prawda, kolory sukni powinny być bardziej pastelowe, ale załóżmy, że mamy do czynienia nie z jedną z panienek z dziewiętnastowiecznych  powieści, ale jakąś stateczną mężatką.




Wykrój jest całkiem fajny - dużo tych lalek jest  na rosyjskich blogach - małe ciałko, duża główka.
Wbrew pozorom, główka mimo swej wielkości świetnie się trzyma, nie opada i nie wymaga wzmocnienia.



Jednak niestety twarz Jane nie podoba mi się.
Powstała już jakiś czas temu i jak widać, malowanie lalczynych twarzy wcale takie łatwe nie jest - wszystkiego trzeba się nauczyć. 
I tak sobie biedaczka leży i czeka na zdekapitowanie, coby …