Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2017

Tym razem haft...

Skończyłam.  Nawet nie wiem, ile czasu mi to zajęło, ale na pewno bardzo dużo.  Początki były przyjemne, nawet nie najgorsze. Joan Elliott w pięknie dobrała odcienie muliny, kolory ślicznie się układają  i powstają  prześliczne  załamania i fałdy sukni.  W wzorze jest mnóstwo pojedynczych (a raczej podwójnych)  krzyżyków, które mają ułożyć się w miniaturowe ważki na sukni. Te niestety w ogólnym widoku znikły.  Koraliki przyszywało się łatwo i przyjemnie. Za to walka z metalizowanymi nitkami DMC była straszna. Zalecane są nici kreinik, ale ich koszty mnie przerosły. Teraz żałuję.  Nawet bez nich jednak obraz błyszczy się i mieni, cudnie wygląda, kiedy dosięga go światło słoneczne.  Docelowo ma dostać inną ramę, ale muszę przyznać, że i w tej nie wygląda źle.  To niesamowite, jak dziubanie tych drobnych krzyżyków uspokaja.  Natomiast regularnie podnosi mi ciśnienie  funkcjonowanie bloga. No to nie wiem, będzie się wyświetlać, czy nie będzie ? Będzie można wstawiać komentarze, czy nie ?…

Pażdziernikowe kolorki u Danusi

Danusia, z okazji urodzin była łaskawa - i dała nam niesamowitą paletę barw i tematów do wyboru.   Skorzystałam ponownie z możliwości wybrania sobie motyla i teraz mam największego motyla świata Pawicę Atlas.  400 cm2 powierzchni  skrzydeł, przy rozpiętości 25-30 cm. Niestety, żyją bardzo krótko, bo nie mają możliwości pożywiania się.  Oto moja torba, zainspirowana "motylimi" kolorami. Uszyta w ramach protestu przeciw tandetnej chińszczyźnie, którą miałam ostatnio. Jako osoba ucząca się, nosze naprawdę dużo papierów. Na szczęście papierów, bo torba, którą dostałam w prezencie, aby wyglądać na studiach poważnie, dwa razy, w najmniej oczekiwanym momencie z rozmachem spadła na ziemię. Gdyby był w niej laptop (do czego była przecież przeznaczona), raczej by nie przetrwał. A gdy zepsuły się zamki, to naprawdę nie  było co ratować.   Stwierdziłam więc, że nie kupię kolejnej i absolutnie nie zgadzam się na otrzymanie takowej w prezencie. Z resztek materiałów, recyklingowego paska z…

Cykliczne kolorki - wrzesień.

Gratulacje dla tego, kto uwierzy, że chusta jest niebieska. Zdjęcia robiłam wieczorem, przy sztucznym oświetleniu, więc wyszły takie, jakie wyszły. 
 Na wrześniowe, wodne wyzwanie Danusi powstała, jakżeby inaczej, chusta. Chusta z broszką. 
 Tak wyglądała różyczka pierwotnie, ale wydawało mi się, że tej czerwieni zbyt mało. Dlatego różyczka dorobiła się sprężynek. Nawet nie wiedziałam, że tak łatwo się je robi.  Biorąc broszkę i chustę do ręki, trudno ustalić, co waży więcej.  Tak wygląda "człowieku", jeszcze przed poprawkami. Nie jest duża, bo powędruje do niezbyt dużej  dziewczynki.  Bardzo Wam dziękuję za komentarze i wsparcie pod ostatnim postem. Bardzo miło mi się je czytało. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie.  A jeśli chodzi o nauczanie indywidualne, to większość poradni psychologiczno-pedagogicznych stosuje się do decyzji Ministerstwa - tylko w domu. Wnioski rozpatrzone przed 1.09 ( w odróżnieniu od wniosków złożonych po 1.09)  dają możliwość uczenia się dzieciom z problemam…

Taki ten wrzesień dziwny..

.. bo dni mijają w tempie ekspresowym.
Zanim jednak pokażę chustę, którą zrobiłam, najpierw się pokajam i pokażę kartkę, którą dostałam w ramach wymianki u Lidzi od Agulek  z Haftowanych Pasji


Jak widać  - kartka jest prześliczna.  Natomiast to co mi się podoba najbardziej to fakt, że mogę dotknąć kartki wykonanej taką techniką, której nie stosuję.  Bardzo mi się  podobają delikatne przejścia kolorów (mój aparat jednak nie uchwycił), aksamitna gładkość rysunku, to, że kwiaty tak ładnie odstają od tła. Dziękuję jeszcze raz.


Poczyniłam kolejną chustę - szydełko wciąga . Robi się je lekko i przyjemnie, wzór szybko się zapamiętuje i palce śmigają w zasadzie same. Myślę, że to będą dobre prezenty gwiazdkowe - kolejne się szykują. 
Chusty nieco kłaczą, bo jest w włóczce domieszka moheru. Ale w domu mam teraz  coś, co kłaczy znacznie bardziej 

Nie myślałam, że dorobimy się kota. Bardzo chcieliśmy, ale alergie domowników wykluczały jakiekolwiek marzenia na ten temat. Gościliśmy u siebie koty, gd…

Charaxes smaragdalis (Western Blue Charaxes)

Nie  wiem, czy blog zadziała, czy nie. Są jednak posty najważniejsze, które muszą się ukazać, nawet jeśli ich forma będzie mocno niedoskonała.  Zabawa kolorystek. 
Oto Charaxes Smaragdalis, nazywany również Western Blue Charaxes. Należy do rodziny rusałkowatych i pochodzi z Afryki. Osiąga 8,5 do 10 cm.  Więcej informacji dla anglojęzycznych na   tej stronie.


A to chusta zrobiona w tych (mam nadzieję ) kolorach.  


Wzór z internetu - ukazał się po wpisaniu w google "chusty na szydełku". Robiło się bardzo przyjemnie. 


Ponieważ zdjęcia były robione raczej wieczorną porą, to jeszcze jedno zbliżenie z parapetu w naturalnym oświetleniu. 


Jeszcze banerek Danusi i trzymam kciuki, żeby się tym razem udało. A jeśli nadal nie będzie można wstawiać komentarzy - trudno. Dobrych ostatnich dni wakacji. 

Dla Pani.

Jest strasznie - na nic nie mam siły, ani energii. Czytam olbrzymie ilości książek niekoniecznie wartych zapamiętywania i maluję korytarz. Po prostu totalny reset od działalności intelektualnej i rękodzielniczej. I komputera w zasadzie też - po prostu nie mam siły. Dlatego może tym postem, kiedy już poddałam się samokrytyce, nastąpi odczarowanie i energia przypłynie szerokim strumieniem ?  No to sięgamy po coś zaległego. Ta lalka trafiła do wychowawczyni mojego syna, na pożegnanie. 

Są koronkowe rajstopki, jest elastyczna sukienka i koraliki. Do bucików mam zastrzeżenia, ale jakoś mam problem z uszyciem czegoś ładniejszego niż walonki.


Wianek na głowie nawiązuje do chyba ulubionego zdjęcia z FB.


Najbardziej podoba mi się jednak płaszczyk - dwustronny, z nafilcowanymi ozdobami. W bardzo podobnym Pani przychodziła do nas, kiedy Starszy kwitł w domu na nauczaniu indywidualnym.


A uzupełniając podobieństwa - tak, Pani jest blondynką z niebieskimi oczami. 
No i wiadomo - skrzydełka muszą być.  Dzi…

Lazury i turkusy.

Jutro sfotografuję. Rano pobiegnę do parku, słońce pięknie wydobędzie blask z brokatu na spódnicy. Będzie ślicznie...
No i jest, tak jak jest. Po wczorajszych upałach i duchocie przyszły deszcze. Nie tak okropne burze jak w pozostałych częściach Polski, ale temperatura spadła 10 stopni i pada, pada, pada... No to zdjęcia są takie jakie są.  Kolorom niestety brakuje tej świetlistości, jasności,  która miało ukazać słońce.  Wiadomo, jakie wyzwanie.  Danusiu, jak Stefan kolorów nie przełknie, to bez problemu wyrzucaj. trudno. 

Sesję właśnie kończę (jeszcze jeden wpis dziś się powinien pojawić),  więc za dużo nie miałam czasu. Dlatego zrehabilitowałam dawno temu uszytą lalkę, która popadła w niełaskę - bo ten wykrój jest po prostu nieudany. Coś w tam w proporcjach do końca nie pasuje.

Jak widać, butków nie szyłam, bo laleczka przeznaczona do kasacji i jej nogi wyjątkowo mi się nie podobają.   Za to jak dostała te turkusowe pukle, spojrzała tymi oczami, to ja już nie wiem. Pociąć ją? …

Kartki, kartki, kartki...

Najpierw pochwalę się kartką, którą otrzymałam w ramach stokrotkowej wymianki u Lidzi:


Obdarzyła mnie Małgosia, która ma bloga  papierowy-jarmark.blogspot.com . Nie wiem, czy dobrze widać  - tam w środku jest okienko. A w  nim kwiatkowe cekinki się przesuwają. Wygląda to rewelacyjnie, zresztą, cała kompozycja, dobór papierów i wycinanek sprawia, że kartka jest po prostu śliczna.  Małgosiu, jeszcze raz, serdecznie dziękuję. 


A teraz moje kartki. Moje Starsze dziecko właśnie skończyło gimnazjum, a że lubimy jego nauczycieli, to zwijałam, zwijałam i zwijałam... Mimo pozorów nie ma dwóch takich samych kartek.  Digi stempelek od Novinki , reszta  moja. Nie powiem, składało i sklejało się całkiem fajnie ( choć teraz wiem, ze potrzebuję grubszego papieru), a jeszcze fajniej patrzyło się na zmęczonego wypisywaniem kartek młodzieńca.  Odręcznie, walczącego z dysgrafią i lenistwem :). 


Kartki dziś rozdane. Strasznie smutne było to zakończenie, bo co można życzyć ludziom tracącym pracę ? 

Kto ma…