Koniec z angielskim.


Zawsze mam wątpliwości, czy mogę dać komuś w podziękowaniu coś, co wydziergałam. Z reguły daję, choć wątpliwości pozostają. Tym razem pomysł był grupowy, bo żegnaliśmy się z angielskim.



Naszej Pani Lektor jestem głęboko wdzięczna, a i moja grupa także. Wiem, że obecne pokolenie otoczone angielskim od przedszkola tego problemu nie ma. Ja mam. Moje dzieci nie potrafią zrozumieć, jak można tak męczyć się z wymową,  mąż serdecznym współczuciem otaczał  Panią Lektor, która musiała mnie słuchać, on mógł przecież wyjść, kiedy męczyłam się z czytanką. A ja  walczyłam nieustannie z niemieckimi słówkami, kiedy usiłowałam coś wydukać. 

Naprawdę  wolę nawet  grecką koine z jej przydechami i wyjątkowo wredną gramatyką, niż nielogiczną angielską wymowę.  



Podziękowałyśmy więc takimi poduszkami. Bo lektorat upłynął nam niesamowicie miło, byłyśmy otoczone cierpliwością i zrozumieniem. Bez presji (i wstydu - ja) pokonałyśmy podręcznik. Można tak więc uczyć, żeby nauczyć, a nie zestresować.  I zapewne mówić po angielsku nie będę, ale z słowem pisanym jako tako, w zakresie podstawowym sobie poradzę.




Poduszki jak widać ozdobione haftem wstążeczkowym z koralikami, wierzchnia warstwa podbita cienką warstwą ociepliny dla lepszego kształtu. Zdjęcia robione na szybko, przy marnej pogodzie.  


 A nasze podziękowania zawarłyśmy w takiej karteczce.


Bardzo Wam dziękuję za  wszystkie ciepłe komentarze na temat Franciszka. Haft płaski nie jest jednak tak trudny, jak się wydaje. Zdecydowanie łatwiej, kiedy nie trzeba liczyć krzyżyków.  Poszłam za ciosem i jeszcze pobawiłam się igłą, ale o tym następnym razem.