Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2016

Czekając na śnieg - Teofilia

Wiem, że ponoć gdzieś śnieg jest. I to w dużych ilościach. U nas nie ma. Nic.

Marzyły mi się zdjęcia białej lalki na białym, roziskrzonym śniegu. Nic z tego.


Bardzo ładnie się dziś złożyło - imieniny Teofili, więc niejako imię sama sobie wybrała, a oprócz tego przecież wygląda na Białą Damę - czyli najsłynniejszego polskiego ducha. Jak wiadomo,   Teofilia z Działyńskich Szołdrska -Potulicka do dziś schodzi z swojego portretu

i przechadza się pięknymi alejkami kórnickiego arboretum.

Szyło się jak zwykle przyjemnie i jak zawsze odkryłam, że plany odnośnie stroju były zupełnie inne. Co wcale nie znaczy, że nie wyszło na lepsze.Ale i tak mnie korci, żeby jej skrzydełka dorobić.


Szycie satyny to zawsze wyzwanie, ale udało się ładnie górę sukienki wykończyć. Niestety, koronkowy dół sukienki sprawił, że była nieco nieskromna. Tiulowa halka tylko nieco poprawiła sytuację. Nogi widać.


Teofilię oddaję Stefanowi. Może on gdzieś trochę śniegu dla niej znajdzie.


Miało być biało, albo z lekką …

Życzenia

Nawet nie wiecie, jak mi jest miło, po raz kolejny złożyć Wam, kochane kobietki życzenia świąteczne. Jaką radością jest Wasza obecność, ten blogowy optymizm i wspólna radość tworzenia.  Dlatego życzę Wam i sobie po trosze też na te cudowne Święta                         dla wierzących w Cud Narodzin i dla niewierzących:  błogosławionych Świąt, pełnych pięknych i rodzinnych spotkań przy choince,   ciepła od otaczających Was bliskich,  pokoju nie tylko w sercach, ale i na zewnątrz,  atmosfery, która pozostanie nie tylko w albumach, ale i na długie lata w pamięci,          radości nieustannej, gdy spotykacie ludzi i gdy tworzycie, niewyczerpanej weny, abyście pomysłów nie zdążyły zapisywać,  a czasu na ich realizację nie brakło. Magda

Gąsieniczka

Dwa posty w dwa dni :) Muszę to gdzieś odnotować.  Ale spieszyłam się, żeby skończyć na dziś. I oto ona: 

Wzór od Weraph. Niestety, nie miałam koralików Magatama, ani też specjalnych zasobów finansowych na kolejne inwestycje. Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy doczytałam, że można użyć po porostu większego rozmiaru koralików.
Bransoletka jest nierówna, bo na wierzchu są koraliki no name. Beżowe to preciosa - w miarę równa.




Gąsieniczka niestety nie ma ładnych nóżek, ale ewidentnie jest płaska, a spodnia strona naprawdę przypomina robala.



Na zdjęciach widać dwie bransoletki, ale udało mi się skończyć jedną. W drugiej przetarła się nitka, będę ratować na spokojnie.


 Bransoletkę robi się łatwo  i przyjemnie, zaczynałam i kończyłam większą ilością drobnych koralików, co znakomicie ułatwiło wklejanie końcówek.

No to gąsieniczkę posyłam  do Klimju, na drugą część trzeciego etapu kreatywnego szydełka.

https://paperafterhours.blogspot.com/2016/10/etap-drugi-sznurowego-szydeka.html

Szczęście po raz drugi oraz nigdy więcej.

Dokładnie tak. Po po raz drugi uśmiechnęło się do mnie szczęście w losowaniu :)



Micia , która prowadzi blog Świat Cieni, urządziła u siebie bardzo miłą akcję podarunkową.  I mogę spokojnie



Były tam bałwanek, piękna świąteczna laleczka, szydełkowa choinka i albumy. Ja ustawiłam się po album.


Album jest prześliczny, utrzymany w zielono-czerwonej tonacji, z masą schowków, skrytek, tagów, karteczek. Uśmiechnięte bałwanki ocieplają nastrój i ślicznie błyszczą się wstążeczki. Wszystko ładnie dobrane i skomponowane.




I tak sobie myślę, ponieważ to drugi album, który teraz otrzymałam, że chyba Opatrzność chce, żebym wreszcie zabrała się za porządne upamiętnienie ciepłych i dobrych chwil. Marzenko, bardzo Ci dziękuję i postaram się zrobić to jak najlepiej.


              A teraz to, co nigdy więcej. Poproszono mnie o aniołka, najlepiej quillingowego, bo tak ładnie to wygląda.



Aniołek ma być prezentem dla ośrodka opieki nad osobami niepełnosprawnymi.



 Ile ja się tego nazwijałam. Bo on ma ponad 50…

Dostałam prezent - będę się chwalić.

Będę się chwalić, a w zasadzie to nie "się chwalić", a chwalić prezent, który dostałam od Anetty z Jamiołowa.  Nie tylko ja się zachwyciłam jej niesamowitym grudniownikiem, dlatego bardzo się ucieszyłam, że to do mnie się uśmiechnął los.


Zdjęć zrobiłam mnóstwo, niestety, pogoda, jak pogoda - dziś nie rozpieszcza. Ale chociaż kilka:



Każda karta jest niesamowicie dopracowana, ma mnóstwo niespodzianek.



Piękne kolory, prześliczne papier, wszystko niesamowicie starannie podobierane.

Każda strona ma jakąś niespodziankę. 
Motywy są prześliczne, uzupełnione tagami i propozycjami wypełnienia.


 A to moje ulubione -  w tym okienku naprawdę wszystko się przesuwa, miniaturowe skarpetki wiszą już na sznurku, a ten pewnie 2 cm łoś ma jeszcze dzwoneczek :)


Ta technika jest mi zupełnie obca, nigdy więc nie miałam w rękach nic tak pięknego, dopracowanego. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, ile czasu Anetta musiała na ten album poświęcić.  I naprawdę mam obawę, czy potrafię sprostać zdjęciami…