piątek, 17 października 2014

Czekając na lepsze światło do zdjęć.

Pogoda fatalna, ponuro, pada. Moje w znakomitej większości północne mieszkanie nadaje się na robienie zdjęć. Brązowe więc dzieło na zabawę Danusi leży i czeka. Powiedziałabym nawet, że leży, czeka i pięknieje.

Przeglądając zdjęcia w aparacie znalazłam laurki. Laurki zrobione haftem wstażeczkowym.
Niedoskonałe jeśli chodzi o końcowe odszycie - bo do zrobienia były na "już", a w domu kleju zabrakło. Została tylko maszyna do szycia - no i narożniki wyszły jak wyszły. W rzeczywistości szwy były bardziej proste, niż widać na zdjęciach.

 Często pada pytanie, gdy robię takie maleństwa - " i co z tym zrobisz ?". Na daną chwilę nie zawsze wiem. Przydają się  w najmniej spodziewanych momentach.


Samo haftowanie wstążeczkami to niesamowita frajda.


 W środku cienka ocieplina - nadała laurkom "puszystości".




Przy okazji prezentowania różowej  Lilu, padło pytanie, czy to się pierze. Moje inne lalki, które maja haftowane oczy, wrzucam do pralki. Tu, dość brutalnie potraktowałam mydłem moją próbną główkę, na której co jakiś czas testuję odcień farby.
No i mogę stwierdzić - prać można. Ręcznie. Jak widać, zniknęły rumieńce - były zrobione różem.


Dziękuję Wam za wszystkie komentarze. Bardzo miło mi się je czyta :)
Prześlij komentarz